Walentynkowy wpis z pamiętnika

Constantin Brancusi, Pocałunek, 1912

Cześć! Na początek życzę Wam wszystkiego najlepszego w Walentynki. Z tej okazji chciałam napisać coś o miłości w sztuce, ale zmieniłam zdanie. Pomyślałam, że zamiast pokazywać pocałunki u największych mistrzów malarstwa europejskiego, pokażę Wam coś innego. Inny punkt widzenia. Mój głos z przeszłości.

5 lutego 2009 roku, czwartek 15.55


Mam 12 lat i chodzę do 6 klasy podstawówki. Od kilku lat piszę pamiętnik. Ten sam, różowy z baletnicą. Będę go pisać do 2013 roku aż nie zostanie w nim ani jednej pustej strony. Dziś obchodzę się z nim bardzo ostrożnie, kilkukrotnie poklejony, całkowicie się rozkleja, kartki są tam włożone niemal luzem. Jestem ostrożna, żeby ich nie zgubić ani nie pomieszać. Ale Bułhakow podobno powiedział kiedyś, że „rękopisy nie płoną”, więc mu wierzę.


Wpisy nie zawsze są pisane chronologicznie, szczególnie te początkowe. Pierwsza strona jest opatrzona datą 14.12.2004. Znajduje się na niej rysunek wykonany kredkami, przedstawiający krzak czerwonej róży, słońce, zieloną trawę i niebieskie tło. Dziś powiedziałabym – koloryt lokalny. Jednak obrazek ma też w sobie coś z kolażu. Nad krzakiem czerwonej róży jest naklejka. Przedstawia Kubusia Puchatka schowanego w prezentowym pudełku. Nad tym wszystkich duży napis „Kocham…” z podpisem „Andzia II D”. I oczywiście pojawia się imię i nazwisko osoby, której miłość wyznaję, tak żeby nikt nie miał wątpliwości o kogo chodzi. Pamiętnik był przeze mnie pilnie strzeżony, zamykany na kłódkę i chowany, więc dziś myślę, że te wszystkie nazwiska miały być wiadomością do mnie. Do mnie w przyszłości.


Zanim znajdę interesujący mnie tekst, chwilę wertuję kartki. I czytam:

Można by założyć klub feministek. Nie byłby aż tak poważny, ale dlaczego chłopcy mają więcej praw i siły? Mógłby to być dobry pomysł.
W pewnym sensie ten klub już powstał, a spotkania odbywają się w toalecie na parterze. Postanowiłyśmy z dziewczynami zrobić sobie wzajemnie kartki walentynkowe, po to aby chłopcy byli zazdrośni. Zawsze to my wysyłałyśmy im kartki, a oni „nic”. Tym razem będzie odwrotnie. W mój plan są wtajemniczone wszystkie dziewczyny z klasy oprócz jednej (bo się nie lubimy). Mam nadzieję, że plan wypali.
Cytat jest oczywiście oryginalny, ale dla Waszego komfortu czytania musiałam go zredagować, bo jest tam trochę błędów ortograficznych. Pomijam też nazwiska konkretnych osób, które pojawiają się w oryginalnym rękopisie. 

Dalej czytam:


A co do feministek to od jutra, żaden chłopak mnie nie uderzy… Zauważyłam, że dziewczyny zaczęły mnie naśladować. Bardzo mnie to cieszy.
I tutaj przyda się kilka słów wyjaśnienia – nie radząc sobie z zaczepkami ze strony kolegów, jak kopanie w krzesło, branie rzeczy z ławki, czy „gadanie głupich rzeczy” uciekałam się do przemocy, czyli ich biłam, a oni mi oddawali i tak biliśmy się nawzajem. 

12 lutego 2009, czwartek 20.00


Dawno się nie odzywałam, byłam zajęta i nawet nie miałam ochoty pisać. Wczoraj była dyskoteka szkolna. Tańczyłam z Karolem*, ale trochę się wstydził. To nic. Odmówiłam Pawłowi*.
* prawdziwe imiona zastąpiłam wymyślonymi

Wracając do Karola* mam zamiar go poderwać (tutaj „go poderwać” jest napisane do góry nogami, tak aby nikt nie mógł tego odczytać). Dzisiaj na lekcji się do niego uśmiechnęłam, a on do mnie. Jutro rozdanie walentynek. Nie mogę się doczekać.

Miłość, którą oglądam na płótnach najsłynniejszych artystów jest inna. Wystarczy wpisać w wikiart.org (wikipedia z obrazami) określoną frazę, jak: love, kiss, lovers i wtedy naszym oczom ukaże się cała plejada płócien ukazujących „miłość”. Gdybym miała wybrać swoje ulubione przedstawienie to byłaby to rzeźba rumuńskiego artysty, Constantina Brancusiego pod tytułem „Pocałunek”. Dwa całujące się bloki kamienia złączone ze sobą w uścisku, bez wyraźnego akcentowania płci. 

W znacznej większości przypadków miłość jest jednak pokazana z męskiego punktu widzenia, bo przecież „nie było wielkich kobiet artystek” (przewrotny tytuł artykułu „Dlaczego nie było wielkich kobiet artystek” Lindy Nochlin, który ukazał się w latach 70. XX wieku), o czym pisała Linda Nochlin. Ja dziś celowo nie chciałam Wam pokazywać męskiego punktu widzenia, bo jest go wszędzie i od bardzo dawna za dużo. Dlatego przytoczyłam Wam historię pewnej 12-letniej feministki. Mnie!

1 komentarz:

Copyright © 2014 Sztuki Nigdy Nie Za Wiele , Blogger